'Prorok I'
Ten obraz działa jak gwałtowny zapis spotkania maszyny, ciała i gestu. W czarnej ramie widzimy figurę frontalną, niemal totemiczną: uproszczoną, rozczłonkowaną, zbudowaną z grubych konturów, plam farby i celowo „niepoprawnych” proporcji. To nie jest portret w klasycznym sensie, lecz figura-znak - bardziej obecność niż osoba.
Kompozycja opiera się na napięciu między dziecięcą prostotą rysunku a ciężarem malarskiej materii. Czarne linie przypominają szkic wykonany szybko, instynktownie, jakby artysta chciał uchwycić obraz zanim zniknie. Jednocześnie szare, białe i błękitne partie torsu są gęste, niemal rzeźbiarskie; farba nie opisuje ciała, lecz je buduje. Postać wydaje się częściowo robotyczna, częściowo organiczna - jak mutant z pogranicza człowieka, kukły i narzędzia.
Najmocniejszy jest kontrast kolorystyczny: po prawej stronie intensywny pomarańcz, po lewej chłodny błękit, pomiędzy nimi szarości, brudne biele i ziemiste brązy. Te barwy nie tworzą harmonijnego tła, lecz pole konfliktu. Pomarańcz niesie energię, napięcie, może przemoc; błękit wprowadza chłód i melancholię. Figura stoi dokładnie między nimi, jakby była produktem dwóch przeciwnych sił.
Ręce i nogi są schematyczne, zakończone uproszczonymi formami, niemal piktogramami. To ciało jest kruche, ale jednocześnie monumentalne. Ma w sobie coś z graffiti, coś z art brut, coś z późnej modernistycznej maski. Można tu wyczuć echo Dubuffeta, Basquiata, Picassa po kubizmie, ale obraz nie cytuje ich wprost - raczej korzysta z ich odwagi: z prawa do deformacji, skrótu i brudu.
Najciekawsze jest to, że obraz nie próbuje być „ładny”. Jego siła leży w niezgrabności, w chropowatości, w pewnym oporze wobec dekoracyjności. To malarstwo, które mówi: ciało współczesne nie jest już spokojną formą. Jest konstrukcją, protezą, maską, archiwum gestów.